Menu Zamknij

The Last of Us – gra i serial

The Last of Us – gra i serial

The Last of Us to tytuł, przy którym miliony ludzi na całym świecie siedziało z padem w ręku i łzami w oczach – szczególnie w finałowych scenach pierwszej części i kluczowych momentach sequela. To gra, która udowadnia, że medium elektroniczne potrafi opowiedzieć historię równie poruszającą jak najlepszy film czy książka. A potem w 2023 roku HBO zrobiło serial, który te same emocje przelało na ekran.

Pytanie, które wraca co kilka miesięcy na forach: czy lepiej zagrać, czy obejrzeć? Odpowiedź nie jest prosta, bo to dwa różne doświadczenia tego samego uniwersum. Gra daje Ci kontrolę – to Ty prowadzisz Joela i Ellie przez ruiny Ameryki, to Ty decydujesz, kogo zabijesz, jak się zakradniesz, kiedy użyjesz ostatniego naboju. Serial daje Ci dystans – oglądasz ich historię z boku, ale reżyseria i aktorstwo Pedro Pascala i Belli Ramsey dodają warstw, których gra nie mogła oddać.

O czym właściwie jest The Last of Us (bez spoilerów)

Rok 2033. Dwadzieścia lat po wybuchu pandemii grzybowej, która zamieniła większość ludzkości w zombie-podobne stworzenia (tylko że to nie wirus – to mutacja Cordyceps, prawdziwego grzyba, który w naturze atakuje mrówki). Joel Miller, czterdziestokilkuletni przemytnik z Bostonu, dostaje zlecenie: przewieźć czternastoletnią Ellie przez całe Stany Zjednoczone do grupy naukowców. Dlaczego? Bo Ellie jest odporna na infekcję – jedyna znana osoba na świecie. I może być kluczem do szczepionki.

Brzmi jak typowy setup postapokalipsy? Ale tu nie chodzi o znalezienie lekarstwa. Chodzi o to, co dzieje się między Joelem a Ellie w trakcie tej podróży. Joel stracił córkę w pierwszym dniu wybuchu pandemii – widać to w pierwszych piętnastu minutach gry i w pierwszym odcinku serialu. Jest wypalony, zimny, nie chce się do nikogo przywiązywać. Ellie nigdy nie widziała świata sprzed katastrofy – dla niej ruiny są normalnością. I ta dynamika – „przybrany” ojciec i dziecko, które nie jest jego, ale stopniowo się nim staje – to serce całej historii.

My lubimy The Last of Us właśnie za to, że to nie jest gra o zombie. To gra o stracie, żałobie, próbie budowania więzi w świecie, gdzie przywiązanie do kogoś oznacza ryzyko kolejnej traumy. Joel przez większość gry traktuje Ellie jak „ładunek”. Dopiero gdzieś w połowie zaczyna mówić do niej „dzieciaku” zamiast po imieniu. I gdy to się zmienia, czujesz to jako gracz – bo spędziłeś z nimi dwadzieścia godzin, przeżyłeś każdą walkę, każdą cichą chwilę przy ognisku.

Gra vs Serial – które emocje są silniejsze?

Tu zaczyna się ciekawe porównanie, bo obie wersje mają inne narzędzia do wywoływania emocji.

W grze: Ty sterujesz Joelem (w pierwszej części) i Ellie (w drugiej). To Ty decydujesz, czy zakradniesz się obok wroga, czy go zabijesz. To Ty wydajesz ostatni nabój, ostatni bandaż. Gdy Joel niesie ranną Ellie przez szpital w finale, to Twoje palce naciskają przyciski – nie oglądasz tego, ROBISZ to. I ta różnica jest ogromna. Poczucie sprawczości sprawia, że decyzje moralne bolą bardziej. Końcowa scena pierwszej części – gdzie Joel podejmuje wybór, który jest etycznie co najmniej wątpliwy – uderza inaczej, bo przez dwadzieścia godzin byłeś w jego skórze.

W serialu: Oglądasz Pedro Pascala, który gra Joela – i on robi rzeczy, które w grze wydawały się „mechaniczne”, ale tu mają ciężar aktorski. Scena z trzeciego odcinka (Bill i Frank) – która w grze była króciutkim fragmentem – w serialu to cały odcinek, osobna historia miłosna w apokalipsie. Serial pozwolił sobie na rozwinięcie bocznych wątków, których gra nie miała czasu pokazać.

Przeczytaj  BMX - rowerowe szaleństwo

Serial ma też jedno: aktorstwo Belli Ramsey. W grze Ellie to świetnie napisana postać, ale w serialu Ramsey dodaje mikroekspresje, wątpliwości, momenty ciszy, które tekst nie oddałby. Scena, gdzie Ellie po raz pierwszy zabija człowieka – w grze to mechanika (naciśnij przycisk), w serialu to trauma, którą widzisz na jej twarzy.

Czego serial nie może oddać (ale gra tak)

Napięcie survivalowe: W grze zasoby są ograniczone. Masz trzy naboje, dwa bandaże, pół butelki alkoholu do zrobienia koktajlu Mołotowa. Każde starcie to puzzle: „Jak przejdę przez tę lokację z tym, co mam?”. Stresujesz się, oszczędzasz amunicję, czasem uciekasz zamiast walczyć. Ten element przetrwania – zarządzania tym, co masz – serial może tylko zasugerować, ale nie da Ci poczuć.

Eksploracja i cisza: W grze spędzasz godziny na przeszukiwaniu opuszczonych domów, czytaniu notatek poprzednich mieszkańców, zbieraniu przedmiotów. Te momenty ciszy – gdy idziesz przez zrujnowany uniwersytet i tylko słychać wiatr – budują atmosferę lepiej niż jakakolwiek muzyka. Serial musi kondensować – nie ma czasu na półgodzinne sekwencje bez dialogu.

Poczucie, że to TY podejmujesz decyzje: Nawet jeśli gra jest liniowa (nie ma rozgałęzień fabularnych), to fakt, że Ty naciskasz spust, Ty wybierasz drogę, Ty decydujesь kroczyć dalej – sprawia, że czujesz współodpowiedzialność za to, co robi Joel. W serialu jesteś obserwatorem. Możesz nie zgadzać się z jego wyborami, ale nie masz wpływu.

Czego gra nie może oddać (ale serial tak)

Pedro Pascal potrafi przekazać emocje jednym spojrzeniem. W grze Joel to świetnie zaanimowana postać, ale Pascal dodaje warstwy, które model 3D nie oddałby – sposób, w jaki opuszcza ramiona, gdy myśli o córce, jak patrzy na Ellie, jakby bał się uwierzyć, że może ją pokochać.

Serial może odejść od Joela i Ellie, pokazać, jak wygląda świat oczami innych. Widzisz żołnierzy FEDRA (rządowej organizacji), widzisz zwykłych ludzi próbujących przeżyć. Gra jest zamknięta w perspektywie głównych bohaterów – serial buduje szerszy obraz świata.

Która wersja jest lepsza? (Pytanie bez dobrej odpowiedzi)

Jeśli nigdy nie grałeś w gry i nie masz konsoli czy PC – serial to świetny punkt wejścia. Dostaniesz pełną historię, emocje, świetne aktorstwo. Stracisz interaktywność, ale zyskasz filmową jakość.

Jeśli masz dostęp do PlayStation (lub PC, bo gra wyszła też tam) – zagraj najpierw. Bo doświadczenie bycia Joelem, podejmowania (pozornie) decyzji, przeżywania napięcia survivalowego – to coś, czego serial nie odda. A potem obejrzyj serial jako „rozszerzoną wersję” – zobaczysz wątki, których gra nie pokazała.

My zrobiliśmy tak: zagraliśmy w obie części, potem obejrzeliśmy serial. I każde doświadczenie było inne – gra dała immersję, serial dał głębię aktorską. Nie wykluczają się, uzupełniają.

Od czego zacząć praktycznie

Jeśli chcesz zagrać: The Last of Us Part I (remake z 2022) – dostępne na PlayStation 5 i PC. Kosztuje około dwustu-dwustu pięćdziesięciu złotych. Wymaga ~20-25 godzin na przejście. Możesz wybrać poziom trudności – na „Easy” skupisz się na historii, na „Hard” poczujesz prawdziwy survival. Jak skończysz, masz Part II – kolejne 25-30 godzin, jeszcze bardziej emocjonalnie wymagające.

Jeśli chcesz obejrzeć: Serial HBO – jeden sezon (dziewięć odcinków), ~9 godzin. Pokrywa fabułę pierwszej gry. Sezon drugi ma wejść w 2025 – będzie adaptacją Part II.

Jeśli nie wiesz, od czego zacząć: Obejrzyj pierwszy odcinek serialu (85 minut). Jeśli Cię wciągnie – dokończ sezon. Jeśli po serialu pomyślisz „chcę to przeżyć, a nie tylko obejrzeć” – kup grę.

Weekend. Pad czy pilot? Co wybierasz?

Opublikowano wAdrenalina w żyłach, Domowa pasja

Podobne wpisy