Menu Zamknij

Jazda na rowerze – no to jazda

Jazda na rowerze – no to jazda

JAZDA NA ROWERZE – CZY TO TWOJE NOWE HOBBY?

Jazda na rowerze to jedno z tych hobby, które nie wymaga wielkiego talentu, nie zrujnuje Twojego budżetu i działa w każdym wieku. Wystarczy rower za 800 złotych z OLX, kask za stówkę i godzina w sobotni poranek. Reszta przychodzi sama.

Co daje Ci jazda na rowerze, czego nie da siłownia?

My lubimy rower właśnie za to, że nie jest jak siłownia – nikt Cię nie ocenia, nie musisz rezerwować miejsca, a po godzinie jesteś 15 kilometrów dalej, w miejscu, którego nigdy byś piechotą nie odwiedził.

Konkretnie? W godzinę spalasz około 400-500 kalorii (tyle co duża pizza), ale nie czujesz się jak na torturach. Twoje kolana dostają ruch bez obciążenia (dlatego ortopedzi polecają rower po kontuzjach). A najważniejsze – po 20 minutach pedałowania mózg zaczyna produkować endorfiny, czyli ten sam hormon, który sprawia, że biegacze mówią o „runner’s high”. Tylko że na rowerze nie boli.

Jeden ze znajomych zaczął jeździć, bo lekarz powiedział: „albo rower, albo tabletki na ciśnienie”. Po trzech miesiącach ciśnienie spadło z 150/95 do 130/85. Bez leków. Oczywiście to nie działa u wszystkich tak samo, ale regularny ruch robi robotę – i to taką, którą widać w wynikach badań.

Szosa, las czy miasto – który rower pasuje do Ciebie?

Tu jest pułapka, w którą wpadają wszyscy na początku: kupują drogi sprzęt, bo „skoro już, to porządnie”. I po miesiącu rower stoi w piwnicy, bo okazało się, że wcale nie lubią szos, tylko wolą spokojne przejażdżki po lesie.

Rower miejski – jeśli chcesz dojeżdżać do pracy lub robić zakupy. Wygodna pozycja, bagażnik, czasem koszyk. Koszt: 600-1200 zł za przyzwoity używany.

Rower górski (MTB) – do lasu, parków, szutrowych dróg. Grubsze opony, amortyzacja. My jeździmy chętnie na MTB, bo w okolicy jest sporo leśnych ścieżek i ten luz, że możesz zjechać z asfaltu, jest bezcenny. Koszt: 800-1500 zł za używany, który przeżyje Twoje pierwsze 2 lata.

Rower szosowy – dla tych, którzy chcą prędkości i dystansów. Lekki, szybki, ale wymaga gładkich dróg i nie wybaczy dziur w asfalcie. Koszt: od 1500 zł wzwyż, ale szczerze? Nie polecamy na start.

Zanim kupisz, wypożycz na weekend różne typy. W Warszawie, Krakowie, Wrocławiu są wypożyczalnie za 40-60 zł/dzień. W jeden weekend przetestujesz miejski, MTB i szosówkę – i od razu wiesz, co jest Twoje.

Ile naprawdę kosztuje start?

Tutaj dobra wiadomość: nie musisz wydawać fortuny.

Przeczytaj  BMX - rowerowe szaleństwo

Absolutne minimum:

  • Używany rower: 600-800 zł (OLX, grupy FB „Rowery używane [miasto]”)
  • Kask: 80-150 zł (nowe w Decathlonie – NIE kupuj używanego, bo nie wiesz, czy nie był w wypadku)
  • Pompka: 30 zł
  • Razem: ~750 zł

Czy warto kupić drożej? Jeśli po 3 miesiącach dalej jeździsz 2-3 razy w tygodniu – tak. Wtedy już wiesz, czego potrzebujesz, i możesz zainwestować w lepszy model (1500-3000 zł). Ale na początku lepiej tani rower, który jeździ, niż drogi, który odstrasza.

Czego NIE kupuj na start:

  • Licznika GPS za 800 zł (wystarczy darmowa aplikacja Strava na telefon)
  • Ubrań kolarskich za 500 zł (zwykły dres wystarczy na pierwsze miesiące)
  • Pakietu narzędzi za 300 zł (podstawowy klucz imbusowy i łyżki do opon to 40 zł)

Jak nie zniechęcić się w pierwszym tygodniu?

Największy błąd początkujących: pierwszy wyjazd na 40 kilometrów, następnego dnia nie mogą wstać z łóżka, rower ląduje w garażu.

Zasada 3×10 (której sami używamy):

  • Pierwszy tydzień: 3 wyjazdy po 10 km (spokojnym tempem, można z przerwami)
  • Drugi tydzień: 3 wyjazdy po 15 km
  • Trzeci tydzień: 3 wyjazdy po 20 km

Po miesiącu spokojnie przejedziesz 30 km i wrócisz z energią, a nie na kolanach. Ciało potrzebuje czasu, żeby przyzwyczaić się do siodełka i pozycji. Pośladki będą bolały przez pierwsze 2 tygodnie – to normalne. Potem mięśnie „zapamiętują” ruch.

Konkretna rada: Ustaw siodełko tak, żeby przy najniższym położeniu pedału noga była lekko ugięta w kolanie (nie wyprostowana!). 80% początkujących ma siodełko za nisko – wtedy kolana pracują pod złym kątem i po 10 km czujesz, jakby ktoś wbijał w nie szpilki.

Po co Ci społeczność rowerzystów?

Możesz jeździć sam – żaden problem. Ale jeśli dołączysz do lokalnej grupy, zmieni się jedno: będziesz jeździł regularnie.

W każdym mieście są grupy na Facebooku: „Rowerem po [nazwa miasta]”, „MTB [region]”, „Niedzielni Kolarze [miasto]”. Organizują wyjazdy weekendowe – zwykle 20-40 km, spokojnym tempem, z przerwą na kawę. Zero presji, zero wyścigu. Poznasz trasy, których sam byś nie odkrył, i ludzi w różnym wieku (od studentów po emerytów).

My jeździmy czasem z grupą „krewnych i znajomych królika” – średnia wieku 45 lat, tempo spokojne, trasa zawsze z pięknym widokiem i knajpką w połowie drogi. Atmosfera jak na wycieczce szkolnej, tylko że dorośli i nikt nie wymusza tempa.

Kiedy poczujesz, że to „Twoje”?

Różnie bywa. Jeden kolega wiedział po pierwszym zjeździe z górki z prędkością 35 km/h – poczuł adrenalinę i był uzależniony. Inna znajoma zrozumiała to po miesiącu, gdy zorientowała się, że soboty bez roweru są już nudne.

Sygnały, że rower stał się Twoim hobby:

  • Sprawdzasz prognozę pogody na weekend z myślą „czy da się pojechać?”
  • Planujesz wakacje z myślą „czy tam są trasy rowerowe?”
  • Widzisz nową ścieżkę i myślisz „ciekawe, dokąd prowadzi?”

Jeśli po 2 miesiącach nie poczułeś żadnego z tych sygnałów – OK, może to nie Twoje. Ale jeśli chociaż jedno – gratulacje, masz nowe hobby na lata.

Najbliższa sobota. Wypożyczalnia rowerów 3 kilometry od Ciebie. Dwie godziny, 15 kilometrów, widok, którego nie znasz. Co Cię powstrzymuje?

Opublikowano wAdrenalina w żyłach

Podobne wpisy